wieściarchiwumdyskografiarecenzjewywiadygalerieforumfanklubkoncertytekstyciekawostkilinkiskleprankingi

WYWIADY




Poniższy wywiad pochodzi z Heavy Metal Pages 5 (18) 2004


Jorn - Calling all stations

Bez wątpienia jeden z najbardziej zapracowanych muzyków ostatnich lat, człowiek, który za sprawą albumu "Burn the Sun" nagranego wespół z grupą Ark właściwie stał się żywą legendą, a także jedyny wokalista młodszego pokolenia, który już dziś przez wielu stawiany jest w jednym rzędzie obok największych głosów w historii hard rocka i heavy metalu - Jorn Lande. W kwietniu tego roku na sklepowe półki trafił już trzeci album tego norweskiego artysty zawierający kolejną solidną dawkę wprost wybornego hard rockowego grania. Album, który swym blaskiem zdołał w moim mniemaniu przyćmić jego dwa poprzednie, skądinąd również świetne solowe wydawnictwa. Obok takiego krążka jak "Out to Every Nation" po prostu żaden fan klasycznego hard rocka nie może przejść obojętnie, a nie ominie go również niejeden fan heavy metalu, na co żywym dowodem jest niżej podpisany. Ta muzyka ma w sobie to coś, jakąś niezwykłą energię, która przyciąga, a następnie przez długi czas nie pozwoli odłożyć płyty na półkę. O tym, skąd owa energia się bierze, opowiem wam już jednak sam Jorn.

HMP: Nie wypada mi zacząć naszej rozmowy inaczej, jak od pogratulowania ci kolejnego, niezwykle udanego albumu.


Jorn Lande: Dzięki.

"Out to Every Nation" zarejestrowałeś z pomocą zupełnie nowych muzyków. Co było powodem takiej decyzji?

Wydaje mi się, że to coś całkowicie naturalnego, ponieważ mój projekt solowy nigdy nie miał być normalnym zespołem. Wszyscy muzycy, którzy grali na moich płytach, zaangażowani są we własne zespoły, które przysparzają im wielu obowiązków i czasami niemożliwym jest znalezienie terminu, który wszystkim by odpowiadał. Początkowo zamierzałem w dalszym ciągu współpracować z Hellhammerem, perkusistą, który zagrał na "Worldchanger", ale w czasie, w którym chciałem nagrywać płytę, był on nieosiągalny. Postanowiłem więc nagrać coś z zupełnie nowymi ludźmi, a proces kompletowania składu był czymś zupełnie naturalnym. Razem z Masterplan pojechaliśmy w ubiegłym roku na trasę z HammerFall, podczas której poznałem Magnusa Rosena. Doskonale się dogadywaliśmy, a on podczas którejś z rozmów powiedział mi, że w roku kolejnym nie będzie miał zbyt wiele roboty, bo HammerFall robi sobie przerwę i żebym dał mu znać, jeśli będę potrzebował basisty. Dlatego też zadzwoniłem właśnie do niego. Niewątpliwie korzystnym było to, że mieszka on zaledwie kilka godzin drogi ode mnie. Gitarzysta i perkusista na co dzień grają w grupie Pagan's Mind poruszającej się w obrębie prog metalu. Poznałem ich przy okazji festiwalu, na którym występowałem w charakterze gościa. Oni grali własny koncert, a potem mieli mi towarzyszyć wykonując ze mną utwory z mojej muzycznej przeszłości. Spotkaliśmy się na próbach, dobrze się dogadywaliśmy, więc, gdy nadszedł czas, by zabrać się za pracę na moją kolejną płytą, zaprosiłem do siebie gitarzystę. Zrobiłem to, ponieważ z poprzednim gitarzystą zwyczajnie nie mogłem się już dogadać. A zatem były dwie zasadnicze przyczyny, dla których na mojej nowej płycie zameldował się zupełnie nowy skład, brak porozumienia oraz brak wolnego czasu. Ja tymczasem musiałem nagrać album w przerwie pomiędzy pracą nad kolejnymi albumami Masterplan, ponieważ byłem do tego z obligowany kontraktem. Dlatego najlepszą rzeczą, jaką mogłem zrobić, było zadzwonienie do Magnusa i pozostałych chłopaków, Jorna Viggo Lofstada oraz Stiana Kristoffersena.

Powiedziałeś, że nie mogłeś dojść do porozumienia ze swoim poprzednim gitarzystą, Tore Ostby'm . Czy to właśnie brak wspólnego języka był bezpośrednim powodem twojego odejścia z Ark?

Nie, choć mówiąc ściśle to nie odszedłem z Ark tylko zostałem zwolniony, hehe.

Mówisz poważnie?

Jak najbardziej, hehe.

Co takiego zrobiłeś, że cię zwolnili?

Zasadnicza była to sprawa między mną a Tore, nie podobał mi się sposób, w jaki zespół się rozwijał. Są takie chwile w życiu, że trzeba ruszyć naprzód. Naprawdę ciężko pracowaliśmy nad "Burn the Sun" i uważam, że owoc naszej pracy był prawdziwym dziełem. Później zdałem sobie sprawę, że wytwórnia płytowa nie wykonała dla nas odpowiedniej roboty i w zasadzie w ogóle nie chciała w nas zainwestować. Nie chciała wyłożyć pieniędzy na profesjonalny teledysk, nie próbowali wypchnąć nas na większy rynek. Byłem tym mocno rozczarowany i często o tym dyskutowaliśmy. W pewnym momencie uznałem, że nie możemy dopuścić do powtórzenia się sytuacji, w której pracujemy niezwykle ciężko nad nowym albumem, a następnie powierzamy go ludziom, którzy tak właściwie nie są zainteresowani jego sprzedażą. Tak naprawdę bowiem jedynym, co oni dla nas zrobili, było wydanie płyty i pozostawienie jej samej sobie. Powiedziałem to reszcie zespołu i wtedy zaczęły się pierwsze nieporozumienia. Uważałem, że kolejny album powinien otrzymać odpowiednią promocję, by mógł trafić do szerszego grona odbiorców. W tym celu potrzebny był nam singiel, teledysk i wsparcie ze strony wytwórni, najlepiej nowej. W związku z tym, że nasze dwie poprzednie płyty nie sprzedawały się zbyt dobrze, kontynuowanie gry przy dotychczasowych warunkach byłoby dość poważnym ryzykiem. Chciałem ruszyć naprzód, więc powiedziałem, że nie nagram kolejnego albumu dla tej samej wytwórni, o ile nie zostanie nam zagwarantowana odpowiednia promocja. Sądzę, że w tamtym czasie Tore bardziej obawiał się utraty kontraktu, podczas gdy ja chciałem postawić wszystko na jedną kartę. Nie obchodził mnie kontrakt, gdy wytwórnia, z którą byliśmy związani, nie potrafiła się odpowiednio zająć naszymi nagraniami. W tej sytuacji w ogóle nie powinni wydawać naszych płyt. Po prostu czułem, że "Burn the Sun" był po prostu wspaniałym albumem, który mógł zainteresować nawet tych, którzy na co dzień nie mają nic wspólnego z hard rockiem czy heavy metalem. To po prostu świetny album, coś w stylu wspaniałych wydawnictw Marillion czy Saga, klasyczny progresywny krążek. Nie chciałem już wkładać całej swej energii w coś, co później nikogo nie obchodzi. Nie mogliśmy też dojść do porozumienia w kilku innych kwestiach, więc w pewnym momencie po prostu powiedziałem - moje życie to muzyka i skoro nie możemy poukładać spraw Ark, nie zarabiamy właściwie żadnych pieniędzy, nie możemy krwawić dla zespołu. Mogę nagrywać płyty, ale chce, by one trafiły na rynek, by były ogólnie dostępne. Uznałem więc, że lepiej będzie, gdy spróbujemy wydać singiel i poszukamy nowego kontraktu z poważniejszą, może większą wytwórnią. Chciałem ruszyć z miejsca i cały czas zajmować się muzyką, bo to jest mój zawód. W pewnym sensie zostałem też zwolniony za to, że lubię pracować z wieloma ludźmi, nagrywam solowe płyty, biorę udział w rockowych operach. Gdy ktoś mi coś zaproponuję, a ja uznam, że będzie to dla mnie swojego rodzaju wyzwanie, czy też po prostu dany projekt wyda mi się interesujący, zwyczajnie biorę w nim udział. Praca z Ark była jednak świetną zabawą, muzycznie tworzyliśmy naprawdę dobrą drużynę, a w chwili obecnej nie jesteśmy wcale wrogami, hehe. Po prostu różni ludzie podążają czasem różnymi drogami.

Wracając jeszcze na chwilę do wątku muzyków, którzy zagrali na "Out to Every Nation", chciałbym cię jeszcze zapytać o klawiszowa, Ronny'ego Tegnera. Na płycie, którą otrzymałem, został on wymieniony w składzie, jednak na stronie AFM Records nie ma o nim żadnej wzmianki. A zatem brał on udział w nagraniach czy nie?

Brał udział w nagraniach, ale na samej płycie nie ma zbyt wielu partii klawiszowych. Podstawowe instrumenty to gitara, bas, perkusja i wokal, a on pojawił się w studiu właściwie gościnnie. Nie przeszkodziło mu to w nagraniu kilku naprawdę odkrywczych rzeczy, jak choćby w utworzy "When Angel Wings Were White". Teledysk do utworu bez niego "Living with Wolves" nagraliśmy bez niego, gdyż nie ma tam właściwie klawiszy. Pojawi się jednak w teledysku do "Out to Every Nation", ponieważ tam z kolei są partie jego instrumentu.

A zatem, reasumując, Ronny jest wtedy, kiedy jest potrzebny, hehe. Którzy z muzyków, jacy zjawili się w studiu, byli zaangażowani w komponowanie materiału?

Gitarzysta, Jorn Viggo Lofstada, właściwie we dwóch napisaliśmy wszystkie utwory. Przypuszczam, że to jeden z powodów, dla którego na płycie można znaleźć co nieco progresywnych elementów. Miałem kilka własnych pomysłów, które mu przedstawiłem, czasem były to gotowe szkielety kompozycji, innym razem tyko fragmenty, które on następnie rozwiną, a dopracowaliśmy je już wspólnie. Zdarza się, że wymyślę riff, który później wykorzystujemy. Ogólnie rzecz biorąc jako wokalista myślę zupełnie inaczej niż gitarzyści, którzy w swym podejściu do gry są dużo bardziej zaawansowani, dążą do tworzenia rzeczy wymagających dużej techniki. Ja natomiast nigdy nie nauczyłem się dobrze grać, nie znam nawet nazwy chwytu, którego akurat używam. Po prostu biorę gitarę do ręki i czasami udaje mi się wydobyć z niej coś, co brzmi dobrze. Później przychodzi gitarzysta i mówi, że stworzyłem bardzo dobry riff. Przypuszczam, że on nie mógłby go wymyślić, ponieważ zawsze myśli jak gitarzysta, hehe. Następnie składamy wszystko do kupy, dopracowujemy strukturę i idziemy do sali prób, gdzie gramy razem z perkusista. Bez basisty, tylko my trzej. Perkusista dokłada swoje partie, a następnie całość nagrywam, żeby sprawdzić, jak to wszystko brzmi. Ogólnie więc każdy dokłada coś od siebie. Czasem co prawda zdarza mi się powiedzieć coś w stylu: tu powinieneś zagrać szybciej, tutaj troszkę inaczej, ale tak właśnie wygląda proces twórczy.

Jak przebiegały prace w studiu z nowymi muzykami?

Było podobnie jak ostatnio. Sesja przebiegała dość szybko, ponieważ nie chcę, by muzycy nagrywali swoje partie w nieskończoność. Nie chcę też, by myśleli zbyt długo nad tym, co jak mają zagrać, gdyż zależy mi na tym, żeby całość brzmiała spontanicznie. Sądzę, że właśnie dlatego album brzmi tak świeżo i niesie ze sobą tyle energii. Według mnie brzmi niczym debiut.

Patrząc na muzyków, którzy zameldowali się w studiu podczas sesji nagraniowej "Out to Every Nation", a w szczególności trzech członków prog metalowego Pagan's Mind, wielu ludzi nie bardzo wiedziało, czego spodziewać się po twoim nowym wydawnictwie. Niektórzy liczyli nawet na prog-metalowy album na miarę Ark, ale oczywiście nie doczekali się go. Domyślam się zatem, że, gdy przychodzi do twoich solowych wydawnictw, zawsze możemy się klasycznego hard rocka.

Sam nie wiem, hehe, zobaczymy. Dopóki będę czuł, że mogę tworzyć wartościową muzykę w tym właśnie stylu, dopóki będzie ona dla mnie inspirująca, będziecie otrzymywać klasyczne, hard-rockowe albumy. Lubię upraszczać niektóre rzeczy. W wielu projektach, w których się udzielałem, muzycy grali tak zagmatwane i technicznie wymagające rzeczy, że czasem mam ochotę na coś z prostszymi strukturami. Sądzę, że mogę to robić na własnych albumach. Nie musze ich zbyt długo analizować, wiem, że musze nagrać płytę w trzy miesiące, siadam więc i biorę się do roboty. W Masterplan wygląda to zupełnie inaczej, cały proces twórczy jest bardzo długi i żmudny. Hołduję zatem dwóm systemom pracy. Owocem jednego są doskonale przemyślane i wyprodukowane produkty, takie jak debiut Masterplan, "Burn the Sun" Ark czy "Devil's Hall of Fame" Beyond Twilight. Jorn natomiast sięga do moich korzeni, do lat siedemdziesiątych, kiedy artyści byli niezwykle spontaniczni. Siadali, obejmowali wszystko jednym szybkim spojrzeniem i brali się do roboty. Po upływie pewnego czasu mogę być krytyczny i uznać, że to lub tamto mogło zostać zrobione inaczej. Wierzę jednak, że, gdy pracuje szybko, udaje mi się stworzyć trzy-cztery utwory, które naprawdę się wyróżniają. W przypadku "Out to Every Nation" są nimi "Young Forever", numer tytułowy, "Living with Wolves" oraz "Something Real". Wszystkie mają bowiem szczególnego ducha i... jakby to ująć... są niezwykle szczere. To właśnie mi się w nich podoba, mają duszę i nie sądzę, żeby udało mi się osiągnąć ten sam efekt, gdybym pracował nad nimi całymi miesiącami. A zatem oba systemy pracy przynoszą dobre efekty.

Niewątpliwie. Cecha charakteryzującą każde z twoich wydawnictw solowych jest zawarta w nich niezwykle pozytywna energia.

Dzięki.

Nie ma za co, stwierdzam tylko fakt. Czy sądzisz, że to również jest konsekwencją faktu, iż twoje albumu powstają w tak spontaniczny sposób?

Tak, sądzę, że tak. Przypuszczam, że, gdybym pracował nad tymi kompozycjami dłużej, mógłbym się nimi nieco znudzić i całość nie byłaby już tak spontaniczna i energetyzująca. Łatwo byłoby też ulec zaślepieniu własną muzyką i zwyczajnie myśleć zbyt dużo. W Masterplan to się sprawdza, ponieważ tam Uli i Roland wypracowują wszystkie pomysły, pracują nad aranżacjami, a potem przekazują je mi, żebym stworzył linie wokalne i teksty. Nie pracuje z samą muzyką, więc nawet, gdy skomponowanie i nagranie albumu zajmuje nam dużo czasu, nie muszę przez cały czas obcować z tymi samymi kompozycjami. Gdy ze swojej strony dokładam tylko melodie i teksty, muzyka jest dla mnie inspirująca. Mimo iż dostaje od nich demo, na którym wiele rzecz jest programowanych na komputerze, aranżacje są już niemal w pełni dopracowane, więc sam rezultat jest czymś zupełnie przeciwnym do tego, co otrzymuje na albumach, które ukazują się pod szyldem Jorn. Wokalnie jednak zawsze staram się robić właściwie rzeczy, szybko podejmować decyzję. Przeżywam swojego rodzaju burzę mózgu i wyciągam pomysły ze swojego wnętrza. Sądzę, że w ten sposób udaje mi się stworzyć coś absolutnie prawdziwego.

Pora porozmawiać o tekstach. Utwór tytułowy zaczynasz od słów: "I was born to be a story telling man". Powiedz mi zatem, czy czujesz, że jesteś współczesnym bajarzem?

Ten utwór to metafora mojego życia. Odkąd byłem dzieckiem marzyłem o byciu muzykiem i gdy usłyszałem wspaniałych wokalistów takich jak Ronnie James Dio, Steve Walsh, David Coverdale i wielu innych, których już nie będę wymieniał, zapragnąłem zostać gwiazdą rocka. Od zawsze czułem też potrzebę pisania o życiu, o sprawach natury egzystencjalnej. O tym właśnie jest ten utwór, opowiada historię człowieka, który podążał własną ścieżką i podjął wszelkie ryzyko, żeby osiągnąć swoje cele. Zawsze miałem wysokie ambicje, a nigdy na nic nie miałem gwarancji. Teraz, gdy po ubiegłorocznym sukcesie Masterplan patrzę wstecz, wiem, że postępowałem właściwie. Przez ostatni rok wiele zmieniło się w moim życiu. Stałem się bardziej rozpoznawalny w muzycznym biznesie, dystrybucja moich wydawnictw uległa poprawie. W pewnym sensie sięgam każdego narodu (out to every nation - M.K.). Rozsiewam słowa po wszystkich lądach (I spread the word across the land - fragment tekstu "Out to Every Nation" - M.K.), chcę dzielić się z ludźmi swoimi myślami. Gdy ludzie się z nimi identyfikują i odnajdują w nich pozytywną energię to wspaniale, taka jest moja misja. Choć tak naprawdę wiem o tym świecie tyle samo co ty, hehe. Po prostu staram się żyć podążając swoją drogą licząc, że moja muzyka może stać się dla kogoś inspirująca i przyczynić się do czegoś dobrego.

Naprawdę zainteresował mnie tekst "Something Real", a szczególnie fragment dotyczący ludzi Zachodu. Czy uważasz, że fakt, iż w pewnym sensie zapominamy, jak się uśmiechać może być powodem wielu problemów, z którymi przychodzi nam się borykać?

Dokładnie. Wszyscy jesteśmy rozgorączkowani, zestresowani, czego powodem jest życie w zawrotnym tempie. Sądzę, że tempo naszego rozwoju w chwili obecnej osiąga swój szczyt i przez to oddalamy się od rzeczy, które kiedyś były dla nas całkowicie naturalne. Oddalamy się też od samej natury. Sam dorastałem na farmie otoczonej lasem i wpojono mi wiele starych wartości. Na początku byłem w pewnym sensie odizolowany od reszty świata, więc teraz, gdy na niego patrzę, wiedzę sporo gówna. To jest zachodni świat, mamy wszystko, czego potrzebujemy. Każdego dnia czytamy gazety, wpadamy do McDonalda, a ludzie nie potrafią się tym cieszyć. Mimo iż mają wszystko to, o czym tylko mogą sobie zamarzyć, ich nastawienie jest bardziej negatywne niż kiedykolwiek przedtem. W życiu powinno być więcej miejsca na to, co naprawdę ludzkie i właśnie o tym jest ten utwór. O tym, że ludzie powinni być bardziej uczciwi wobec samych siebie i że powinniśmy zniszczyć myślenie o szybkich pieniądzach. To po prostu moje spostrzeżenia, daje wam to co mam najlepszego, a to jest mój czas. Czas, który ucieka, a ja chciałbym zobaczyć ludzi troszczących się o innych, dbających własne środowisko. Nie mogę zmienić świata, ale mogę mówić o wielu rzeczach mając nadzieję, że stanę się elementem ogromnej życiowej układanki.

Popraw mnie jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że "Behind the Clown" porusza podobną tematykę.

Zgadza się. Właściwie wszyscy nosimy jakieś maski, które mają ukryć nasze naturalne zachowania i pomagają nam w stworzeniu sztucznego przepisu na to, jak mamy żyć i jak się zachowywać. Każdy gra swoją rolę, ja również, płace podatki, staram się być dobrym obywatelem, a mój wkład dla świata to muzyka. Poprzez nią staram się wpłynąć na zmianę niektórych rzeczy.

Na japońskim wydaniu "Out to Every Nation" oprócz dziesięciu kompozycji dostępnych w Europie znalazł się również utwór zatytułowany "Big". Czy mógłbyś opowiedzieć mi o nim kilka słów?

Cóż, postanowiłem umieścić go jako bonus, a nie jako normalny utwór, ponieważ różnił się nieco od reszty. Poza tym była to kompozycja, która satysfakcjonowała mnie w najmniejszym stopniu. Ogólnie lubię ten utwór, ale nie do końca podoba mi się aranżacja i jej ostateczny kształt. Aczkolwiek początkowo wcale nie miał to być bonus, tę rolę miał pełnić "Through Day and Night" lub "Behind the Clown". Po wysłuchaniu całości zmieniłem jednak zdanie, ponieważ te dwa numery okazały się lepsze niż sądziłem, a "The Big" z kolei nie wyszedł tak dobrze, jak to sobie wyobrażałem. Wciąż uważam, że to dobry album, ale pasował tak dobrze do płyty jak pozostałe kompozycje. Kto wie, może kiedyś nagram go ponownie, hehe. Planuje bowiem w przyszłości ponowne nagranie kilku starszych kompozycji wzbogaconych nowymi aranżacjami. Mam kilka utworów, co do których czuję, że mają w sobie magię, ale wiem, że mogą być jeszcze lepsze. Zdaję sobie również sprawę, że wielu ludzi nie zna tych numerów, ponieważ zespoły, z którymi współpracowałem wcześniej, nie sprzedawały zbyt wielu płyt. Wciąż zatem dla wielu pozostają one nie odkryte, a znają je właściwie wyłącznie fani hard rocka i heavy metalu. Ja tymczasem z biegiem lat staram się docierać do coraz szerszej publiczności. W niektórych utworach po prostu słyszę drzemiący w nich potencjał, jak choćby w "Starfire", który z nową aranżacją mógłby zabrzmieć po prostu świetnie.

I bez tego "Starfire" jest jedną z moich ulubionych kompozycji, jakie nagrałeś pod własnym nazwiskiem.

Dzięki. Mi również podoba się ona w pierwotnej wersji, ale wiem, że po drobnych zmianach mogłaby stać się czymś zupełnie innym, nabrać całkowicie nowych kolorów. Mam nawet gotowe pomysły, więc możliwe, że pokuszę się o to w przyszłości. Podobne odczucia jak w przypadku "Starfire" mam odnośnie utworu "Worldchanger". Sądzę, że to naprawdę dobry numer, który z nowymi aranżacjami mógłby nabrać zupełnie nowego charakteru. Myślę, że w przeciągu roku czy dwóch wybiorę odpowiednie kompozycje i zarejestruje je na nowo. Planuje jednak również pracę nad nowymi utworami, więc ciężko jest mi powiedzieć, kiedy dokładnie będzie to miało miejsce. Przez cały czas nagrywam nowe pomysły i w przyszłym roku z pewnością będę miał mnóstwo nowego materiału. Nie mam więc zbyt wiele czasu, by przejmować się przeszłością. Ale kto wie, może wspomniane wyżej kompozycje zarejestruje na nowo przy okazji sesji nagraniowej do kolejnego albumu.

W jednej z recenzji "Out to Every Nation" napisał zdanie, które chciałbym przytoczyć. Napisał: "Powtarzajcie za mną, Hughes, Dio, Coverdale, Halford, Lande... widzicie, to proste!" I bynajmniej nie jest on jedyną osobą, która stawia cię w jednym rzędzie z największymi gardłami w historii hard rocka i heavy metalu. Przypuszczam, że przyjemnie czyta się takie opinie...

Oczywiście, to zawsze jest dla mnie ogromny komplement. Powiem ci szczerze, że ludzie często pytają mnie o to, jak się czuję, gdy porównuje się mnie do tych największych i im odpowiadam to samo, że to dla mnie ogromny komplement. To właśnie ci wokaliści sprawili, że zakochałem się w muzyce, poczułem jej energię, zacząłem się z nią identyfikować. Każdy z wyżej wymienionych muzyków jest na swój sposób unikalny, dlatego wszelki porównania do nich sprawiają mi wielką przyjemność.

Czy w ramach promocji "Out to Every Nation" planowana jest trasa koncertowa?

Możliwe, że wystąpię na kilku większych imprezach, ale pełnej trasy nie będzie. Może po kolejnym albumie opracuje odpowiednią strategię z moja wytwórnią i uda nam się zorganizować trasę z prawdziwego zdarzenia. Sądzę, że teraz jest po prostu za wcześnie. Poza tym w najbliższym czasie będziemy pracować nad nowym albumem Masterplan, więc uważam, że błędem byłoby, gdybym już teraz zaczął intensywnie koncertować. To kwestia najbliższej przyszłości, ale dziś nie jest to jeszcze właściwy moment. W październiku planujemy wypuścić nowy singiel Masterplan, a album planowany jest na luty-marzec przyszłego roku, więc mamy na głowie sporo roboty. Poza tym jest też kilka innych projektów, nad którymi obecnie pracuje, a o których nie mogę ci jeszcze nic powiedzieć, hehe.

Kolejny album Nikolo Kotzeva?

Poprosił mnie, żebym wziął udział w nagraniach kolejnego krążka Brazen Abbot, ale jeszcze nie miałem czasu o tym poważnie pomyśleć. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Bardzo lubię pracować z Nickiem, to fajny gość, mam ogromny szacunek do tego, co robi, zawsze dobrze się bawimy w studiu, więc wszystko rozbija się o czas. W najbliższych miesiącach czeka mnie naprawdę dużo pracy, więc czasami muszę komuś powiedzieć nie. Nie rozmawiałem z nim jeszcze na ten temat i nie wiem na kiedy planuje nagrania, więc nie mogę ci jasno powiedzieć, czy wezmę w nich udział, czy też nie.

A teraz coś z zupełnie innej beczki... Kilka lat temu zagrałeś w reklamie telewizyjnej, która krąży obecnie po Internecie jako blackmetal.mpeg. Powiedz mi, czego to była reklama i jakim sposobem się w niej znalazłeś?

W przeszłości nagrałem kilka utworów, które w Norwegii stały się bardzo popularne i przez cały czas są grane w radiu i w telewizji. Nagrałem oficjalną piosenkę piłkarską z okazji mistrzostw świata, które odbywały się w USA w 1994 roku i ona cały czas jest regularnie grana, więc wielu ludzi mnie zna. Większość z nich wie też, że jestem hard rockowym wokalistą, więc gdy pewna agencja reklamowa planowała nagranie reklamówki z hard-rockowcami, szukając do niej odpowiednich ludzi, postanowili zadzwonić również do mnie. Dla mnie to była dobra zabawa, a przy okazji zarobiłem trochę szybkich pieniędzy, hehe. Ogólnie więc, nie było to nic wielkiego, po prostu dobrze się bawiłem.

Nic dziwnego, w końcu sama reklama jest naprawdę zabawna.

Dokładnie, hehe. Tak w ogóle to jest to reklama sieci sklepów spożywczych. Goście są głodni, więc idą do jednego z tych sklepów, a główna myśl była taka, że można tam zrobić błyskawiczne zakupy. Dlatego właśnie wracamy tak szybko i nakrywamy naszego kumpla, jak biega po domu w różowym wdzianku i słucha disco. Nie wiem dlaczego ludzie nazwali ten film "blackmetal", hehe

Wspomniałeś wcześnie o nowym albumie Masterplan, jak przebiegają prace nad tym wydawnictwem?

W chwili obecnej mamy mniej więcej trzydzieści-czterdzieści procent materiału. Prace przebiegają gładko, aczkolwiek ciężko jest mi powiedzieć, jaki będzie ich ostateczny efekt i czy będzie inny od pierwszego albumu. Prawdopodobnie będzie, ale nie wiem, w jakim stopniu. Już teraz słyszę bowiem elementy, które przypominają mi debiut, jeden utwór ma podobnego ducha jak "Spirit Never Die". Poza tym mamy trochę więcej smyczków takich jak w intro do "Spirit Never Die" właśnie, ponieważ wszyscy zgodnie twierdzimy, że tego typu wstawki świetnie komponują się z naszą muzyką. Przyznam szczerze, że sam jestem ciekaw, jaki będzie ostateczny efekt. Ciekaw też jestem, jak album zostanie przyjęty, ponieważ tego nigdy nie można przewidzieć. Tak czy inaczej my damy z siebie wszystko i płyta nie opuści studia dopóki nie uznamy, że jest naprawdę dobra. W ten sposób pracujemy, więc możecie być pewnie, że będzie to wydawnictwo wysokiej jakości. Osobiście już nie mogę się doczekać, kiedy będę miał okazję przekonać się, jak zostanie on odebrany, bo niewątpliwie skupiona na nim będzie uwaga wielu ludzi. W końcu będzie to następca świetnie przyjętego debiutu. Sytuacja, w której się znaleźliśmy jest z jednej strony komfortowa, a z drugiej niebezpieczna, ponieważ każdy będzie starał się porównywać drugi album z pierwszym. Łatwiej jest, gdy zyskujesz popularność po czterech-pięciu albumach, gdy natomiast musisz przebić debiut to tak, jakbyś wybrał się na spacer po cienkim lodzie. A zatem stoimy przed sporym wyzwaniem, któremu musimy sprostać.

Nie wątpię, że wam się to uda. Widzę, że pora kończyć, a zatem ostatnie słowa pozostawiam tobie.

Co mogę powiedzieć... Dzięki za wiarę we mnie, za kupowanie moich płyt. Podążajcie swoją drogą, za tym, co podpowiada wam serce, gońcie za marzeniami. Gdy z czymś się identyfikujecie, macie jakieś talenty, rozwijacie to, bo wszystko jest możliwe. Taka też jest moja życiowa misja, nie mogę zmienić świata, ale mogę być jego częścią, częścią układanki. I podążam za swoimi marzeniami, pochodzę z małej wioski w Norwegii, która nie jest centrum świata, a jednak udał mi się z niej wyrwać i osiągnąć tak wiele. Pamiętajcie, żyjecie tylko raz, a duch nie umiera nigdy.

Marcin Książek